poniedziałek, 12 marca 2012

M jak Maroko

       Mój pierwszy - blogowy – raz, a zarazem pierwsza podróż na inny kontynent, to tekst o podróży, sprzed dwóch lat do Maroko.
Pomimo bliskości kraju względem Europy, można odczuć różnice wynikające z odmienności kultur. Z perspektywy czasu i innych wyjazdów, mogę stwierdzić, iż Maroko, nazywane często „krajem kontrastów” jest nim także w kwestii modowej.
       Nasza podróż nie była długa, trwała dwa tygodnie, za to pozwoliła, poprzez częste przemieszczanie, na dość wszechstronne spojrzenie na to zagadnienie. Przejechaliśmy przez najważniejsze i największe miasta, spędziliśmy kilka dni w górach, wchodząc na najwyższy szczyt kraju, a na koniec odpoczywaliśmy nad oceanem.
Dzięki takiemu podróżowaniu, miałam możliwość dość szerokiego spojrzenia na kwestie stroju w kontekście regionów.
Trasa podróży
fot. Maciej Kaczalski
          To co mnie najbardziej fascynuje w modzie, to czynniki, które wpływają na dany sposób ubierania się, często przeplatające się  i świadczące o przynależności do pewnej grupy. Do takich czynników zaliczamy muzykę, rodzaj wykonywanej pracy czy hobby, pasję. Kraje arabskie są ciekawym miejscem dla osoby interesującej się tym tematem, ponieważ widać tu wyraźny wpływ jednego czynnika – religii.
Przejeżdżając przez duże, handlowe ośrodki  jak Rabat, Agadir, Tanger można bez trudu zauważyć, dużą różnorodność w wyglądzie , szczególnie wśród nastolatków i młodych kobiet. Wbrew europejskiemu wyobrażeniu o „zakapturzonych” kobietach, spoglądających na świat przez małą szparkę w chuście, spotykałam często przedsiębiorcze, wyzwolone Marokanki, których strój nie odbiega od europejskich standardów.
      Cześć kobiet nie nosi zasłon wcale, inna, bardziej ortodoksyjna, fantazyjnie upina swój hidżab.
Są to piękne, różnokolorowe, misternie upinane szale, odsłaniające twarz, ale zakrywające włosy i szyję, luźno opadając na ramiona. Niezależnie od kultury, kobieta zawsze jednak pozostaje kobietą i znajdzie sposób, by nawet w najbardziej restrykcyjnie strzeżonym sposobie ubierania, odnaleźć swój własny styl i pokazać osobowość.
I dlatego właśnie istnieje mnóstwo różnych materiałów, wzorów, upięć, barw świadczących tak samo o byciu modnym jak i to bywa w innych krajach. Jeśli ktoś nabrał ochoty do samodzielnego, ale profesjonalnego upięcia hidżabu ( a nie jest to taka łatwa sprawa),  to zamieszczam poniżej krótki filmik, który ukazał się na łamach ostatniego numeru czasopisma Traveler.


Marokanki dla pogłębienia efektu swojego wizerunku, stosują mocne makijaże, ozdabiając oczy różnokolorowymi cieniami  oraz podkreślając usta. Często też można zobaczyć na rękach ciężką biżuterię i małe dzieła sztuki w postaci, tatuaży zrobionych henną.
Do  bardziej rygorystycznych strojów zaliczają się czadory, chimary, nikaby i wreszcie burki.  Jednak spotyka się je znacznie rzadziej, najczęściej noszone przez starsze kobiety.


weselna henna z południa
fot. Chris Rainier
       To co mnie dość mocno zaskoczyło podczas wielogodzinnej podróży pociągiem z Tangeru do Marrakeszu, to ortodoksyjna rodzina, u której dało się wyraźnie zauważyć zderzenie tradycji z nowoczesnością. Mężczyzna miał na sobie długą szatę, zwaną w tym regionie djellaba, na głowie toczek taqiyah, a na nogach nowy model  butów Nike’a. Kilkakrotnie, podczas długiej podróży, zakładał słuchawki, włączał mp4 i zaczynał modlitwę. Jego żona natomiast, piękna i zgrabna kobieta, choć z ledwością można było to dostrzec, bo schowana była za burką, strojem okrywającym ciało od stóp do głowy, łącznie z oczami zakrytymi cieńszym, bardziej przezroczystym materiałem.
         Kolejnym zjawiskiem, zaobserwowanym z kolei w miejscowości El Jadida nad oceanem, była moda plażowa. Spędziliśmy tam dwa dni, mieszkając pod namiotami na plaży, co dało możliwość dokładniejszego przyjrzenia się wypoczywającym Marokańczykom.
W wodach Oceanu kąpały się zazwyczaj tylko dzieci, młodzi chłopcy opanowywali całą szerokość plaży, grając w piłkę nożną, dziewczyny spacerowały wzdłuż promenady,a kobiety siedziały z rodzinami na plaży w pełnym stroju, wypoczywając pod parasolem. Jakże diametralna różnica między marokańskim plażowaniem, a  nadbałtycką rewią mody.


polsko - marokańskie sposoby plażowania

         Przemieszczając się z nadmorskich kurortów, na górskie szlaki, wchodzimy w świat Berberów. Ludzi mieszkających w wysokich górach Atlas oraz miejscowościach rozpoczynających górskie wędrówki. Niejako cofamy się o kilkaset lat wstecz, wchodząc w świat mułów i leniwie siedzących pod sklepami panów, naśmiewających się z „bogatych turystów”.
        I tu musze wrócić pamięcią do widoku, pary Amerykanów, kiedy przepakowując nasze plecaki, przygotowując się do trekkingu na Toubkala, pojawili się Oni.
Kobieta – letnia sukienka, duży kapelusz, buty na lekkim obcasie, mężczyzna pod krawatem. Nie ma co, typowy, górski strój!
Obowiązkowo po jednej walizce na kółkach, którą biedny Berber z ironicznym półuśmiechem na ustach, upychał na jeszcze biedniejszego muła, kiedy Amerykanka próbowała go bokiem „dosiadać”. Po chwili wyruszyli na ekstremalną, górską wyprawę do oddalonego o 500 m w górę hotelu. Chciałoby się powiedzieć  ehh ... ale tym sposobem wkradł się również element amerykańskiego, wyjazdowego stylu ubierania.
              Jeśli chodzi o typowo męskie stroje tego kraju, to spotyka się często wspomnianą wcześniej djellaba, czyli  długą szatę, którą de facto mogą też nosić kobiety. Kiedyś wykonywana była z wełny, dziś zastępowana jest lżejszym, tekstylnym materiałem. Często posiada duży kaptur, aby chronić przed śniegiem, deszczem, a w regionach pustynnych przed piaskiem. Wśród Berberów kolor djellaba wskazuje stan cywilny. Poza tradycyjnymi strojami, mężczyźni noszą, to co jest wygodne i przewiewne, a często ze względu na zarobki, jedyne. 
suk niebieskiego miasta
Najbardziej urokliwy suk, Fez
          Marokańskie Suki, popularne targi, na których można odnaleźć prawdziwe perełki. Jest to raj dla poszukujących wyrobów skórzanych. Pochodzące z miejscowych garbarni, skóry zamieniane w torby, torebki, buty, meble itp. to raj dla zakupoholików i wyjątkowa okazja, której nigdy nie zobaczymy w tej cenie w Polsce. 
Niestety jak zwykle za pięknym towarem, kryje się ciężka, wielogodzinna, fizyczna praca mieszkańców wśród silnego zapachu amoniaku, stosowanego do usuwania włosów ze skór. Przeciętny turysta zwiedzający garbarnie wytrzymuje zaledwie kilka minut i to z liściem mięty pod nosem. 
Buntowanie się, na zasadzie "nie kupuję czegoś, co jest wytwarzane w taki sposób" również mija się z celem. Jest to jeden z głównych środków utrzymania miejscowych. Jak zwykle pojawia się moralny dylemat...

Garbarnia w Fezie
          Przechodząc do samych zakupów, trzeba się wykazać dużą umiejętnością negocjacji, bo ceny dla bardziej naiwnych, są wstępnie sporo zawyżone.
Handlarze na sukach, wiedzą jak zachęcić obcokrajowców do zakupów i zwiedzania ich straganów. Zazwyczaj idąc do pracy, ubierają się w kolorowe, tradycyjne szaty, którymi przyciągają turystów, stwarzając oprawę do zdjęć z „dzikiego kraju” (ostatnia fotografia). Trzeba się jednak liczyć z dużą nadgorliwością sprzedawców, a wracając do kraju, jeszcze długo będzie siedział w głowie zwrot "maj frend".


Lekcja tańca marokańskiego, za lekcję salsy i serię polskich piosenek na placu
Dżamaa al-Fina, wpisanym wraz z całym zabytkowym centrum Marrakeszu 

na listę światowego dziedzictwa UNESCO, co ciekawe za klimat!
Ale to chyba widać